ŚWIADECTWA

Życie jest piękne. Mam na imię Michał i jestem alkoholikiem. Z 34 lat mojego życia 9 - były to lata mojego picia. W tym czasie doświadczyłem wielu rzeczy związanych z chorobą. Był to czas kiedy szklanka piwa zdawała się być dla mnie cudownym lekarstwem na różne bolączki życia. Piłem - i po prostu "odlatywałem" w swój własny cudowny świat marzeń, fantazji. Było lekko i dobrze. Świat po wypiciu był inny, lepszy. Później nadeszły czasy, że piłem po to aby żyć. Alkohol pozwalał mi na w miarę normalną egzystencję. Nie mogłem pracować, nie mogłem jeść, myć się, spać, załatwić wielu różnych spraw jeśli nie spożyłem swojej dziennej dawki alkoholu. Moje 24 godziny to był rytm wypijanego alkoholu. Czułem się dobrze i pewnie tylko wtedy gdy obok mnie stała butelka wina. Bez niego byłem bezradny jak dziecko.

MICHAŁ

Nie zszedłem na to szeroko rozumiane "dno" ale robiłem wiele rzeczy po których później - gdy trzeźwiałem czułem do siebie obrzydzenie. Gardziłem sobą wielokrotnie i marzyłem żeby móc sobie plunąć w twarz. Przestałem pić w momencie kiedy uświadomiłem sobie z bólem i prawdą, że pijąc alkohol wyruszam na szlak, który kończy się przepaścią. Dokonuję samobójstwa rozłożonego na raty w czasie. Wizja śmierci a później rozpaczy, smutku i własnego upodlenia była nie do zniesienia. Zapragnąłem życia które będzie inne. Nie chciałem umierać. I ta moja chęć zmiany była przełomem. Mój alkoholizm potraktowałem jako moje wielkie wyzwanie, któremu powinienem wyjść naprzeciw. W chwilach trudnych gdy bywałem "w nawrocie" moją ambicją było - poradzić sobie. Nie zapić. Chwytałem się różnych sposobów aby przejść przez trudny okres. Nie wszystkie okazywały się skuteczne i dobre, ale jestem i byłem z siebie dumny - ja alkoholik nie piję mimo wszystko. Ta duma jest we mnie do dzisiaj. Jestem człowiekiem walki. Poddać się czyli - zapić myślę to już nie w moim stylu. I chociaż wiem, że nie mam gwarancji na dożywotnią abstynencję, to jednak jestem pewien, doświadczam tego - nieuleganie pokusom, złym nastrojom, niezgoda na picie jest czymś co dodaje mi sił do życia, czymś co czyni mnie lepszym człowiekiem, co zbliża do Boga - uduchowia. Teraz, gdy nie pije poznałem prawdziwy smak bycia WOLNYM. Kto z was poczuł ten niepowtarzalny smak? Gdy nie pije wiem, że mam przyjaciół. Jak piękne to słowo - przyjaciel. Niekoniecznie jest to drugi alkoholik. To także przyjaciółki. Kobiety o których mogę powiedzieć, że dodały mi wiary w to, że jestem wartościowym człowiekiem, że oprócz wad mam też zalety, że przez swój alkoholizm nie jestem przekreślony. Nie zawsze jest tak źle jak o sobie myślę. O tym jakim jestem naprawdę dowiaduje się właśnie od wielu moich przyjaciół, których tak wielu poznałem na mojej drodze do trzeźwości. Wierzę że nie pijąc poznam jeszcze ludzi niezwykłych, wartościowych. Stykając się z nimi coraz bardziej wierzę w miłość, przyjaźń, bezinteresowność, zaufanie. Wierząc coraz bardziej umacniam swoją wiarę w Boga. Wierząc coraz bardziej w Boga, wierzę, że moje trzeźwe życie ma sens, czemuś służy. Jest wyjątkowe, niepowtarzalne. Dając coś drugiemu człowiekowi, wierzę że otrzymam coś w zamian. Będąc trzeźwym widzę jak na moich oczach przychodzi wiosna, wschodzi letnie słońce, mija jesień. Na moich oczach zmienia się świat w którym żyję. I choć wiem że przyjdzie kiedyś chwila mojego odejścia to jednak mam poczucie, że życie to będzie spełnione i wartościowe, gdy na trzeźwo przeżyję wszystko to co niesie ono złego i dobrego. Trzeźwienie ma swój jedyny smak. Smak wolności.

TADEK

Do sięgnięcia po alkohol skłoniła mnie z jednej strony ciekawość w jaki sposób zareaguje na to mój organizm, z drugiej strony doszło do tego po kolejnej kłótni z moimi rodzicami. Miałem im za złe, że nie zgadzają się na to abym spotykał się z moimi kolegami  i miałem wrażenie że byłoby najlepiej, gdybym nie  przesiadywał z nimi w domu. Sądzę, że to dwa główne powody dla których sięgnąłem po alkohol. W nałogu trwałem półtora roku. Na początku było to  sporadyczne picie, takie z okazji do okazji. Z czasem jednak przerodziło się po częste niekontrolowane sięganie po butelkę.  Nałóg  przyczynił się do tego, że  życiu nie liczyły się dla mnie żadne zasady moralne. Liczyło się tylko to, żeby było mnie stać na wódkę i móc to wypić z kumplami. Doprowadziło to między innymi do utraty zaufania przez najbliższych. Urządzane  przeze mnie libacje pogorszyły mój  stanu zdrowia. Do zaprzestania picia alkoholu skłoniło mi przede wszystkim uświadomienie sobie tego, że straciłem nad sobą kontrolę. Zacząłem tracić to co stanowiło dla mnie wartość. Postanowiłem podjąć walkę o swoje życie.

RAFAŁ

Do sięgnięcia po alkohol namówili  mnie koledzy z którymi po prostu trzymałem, z którymi się kolegowałem, z którymi chodziłem do klasy. Oni popijali niewiele z początku. Później piliśmy wszystko.  Tak to wszystko po prostu po kolei szło. Raz próbowałem najpierw wódki, później piwa, wina oraz   wciągnęłam się w  narkotyki. Piłem przez około 10 lat. Zacząłem w wieku 13 lat. W wieku 15 lat po raz pierwszy upiłem się do nieprzytomności. Spróbowałam amfetaminy, która naprawdę mnie uzależniła i od której byłem uzależniony przez długi długi czas. Straciłem wszystko, nie miałem nic. Przede wszystkim, myślę że modlitwa mojej mamy która modliła się cały czas za mnie która prosiła Pana Boga o to aby wyszedł z tego nałogu przyczyniła się do tego że udało mi się wyjść z nałogu. No i przede wszystkim to, że nie miałem już nic, po prostu musiałem kraść musiałem kombinować żeby mieć na wódkę i narkotyki. Myślę że właśnie ta modlitwa mojej mamy że się za mnie modliła,  doprowadziła mnie do takiego stanu, że  dostałem to Miłosierdzie Boże.

EWA

Mam 37 lat. Zaczęłam pić mając 12 lat. Mój dom był straszny. Mama i Tata, oraz dziadek, który z nami mieszkał praktycznie nie trzeźwieli. Mam 3 braci. Właśnie z nimi, bo byli starsi , po raz pierwszy spróbowałam alkohol. Dopijaliśmy to, co zostało po kolejnej imprezie. Tak się zaczęło. W szkole nigdy mi nie szło, nikt też nie zwracał na to uwago. Przez długi czas przychodziłam nieprzygotowana, na lekcjach podsypiałam. To spanie zainteresowało nauczyciel. W klasie 7 zostałam skierowana do ośrodka wychowawczego, z którego notorycznie uciekałam. Mieszkałam wtedy na melinach, ukrywałam się przed policją i piłam.Piłam do nieprzytomności, na alkohol zarabiałam kradnąc i prostytuołowałam się.Mając 25 lat urodziłam pierwsze dziecko, potem drugie i trzecie. Cały czas piłam, dzieci trafiły do domu dziecka a później do adopcji. Dobrze bo domy mają.Leczę się od niedawna. Straciłam wszystko. Całe życie. Mieszkanie, dzieci. Jestem wrakiem człowieka ale wierzę, że mi się uda. Może się uda.
 

CZESŁAW

Jestem alkoholikiem. Piję całe życie. Nie mam domu. Mieszkam w noclegowniach.Przepiłem wszystko. Picie zacząłem w wieku dorosłym. Kiedy zmarli moi rodzice. Zostałem sam . Duża gospodarka, dużo pieniędzy i dużo kolegów. I tak się potoczyło. Piłem pracowałem , co zarobiłem przepiłem. Jak juz nie zarabiałem to po kolei sprzedawałem wszystko. Najpierw telewizor, pózniej traktor i maszyny. I tak zamieniłem w ruinę wszystko co zostało po rodzicach. Dom i ziemię zastawiłem i nie miałem za co wykupić. Piłem tak że w końcu zimą zabrano mnie ledwo żywego z ulicy do szpitala. Teraz leczę się. W noclegowni i schronisku nie przyjmują po wódce więc się staram trwać. Nie wiem jaka będzie przyszłość. Chciałbym zostać w schronisku. Bo tu tacy jak ja i ciepło i jeść jest co i pracuje się. Całe życie dorosłe piłem , chcę starość przeżyć w trzeźwości.



Kontakt
Napisz lub zadzwoń!
Fundacja Cogito Ergo Credo
ul. Kresowa 258A, skr. poczt. 39

66-620 Gubin (PL)
e-mail: biuro @ cogitoergocredo.org, tel. +48 508 495 141